Podróże kształcą?

Bez-nazwy-2

Wakacje jakby miały się już ku końcowi, a deszczowa pogoda i coraz zimniejsze poranki  nie pozostawiają złudzeń. Idzie jesień. Nawet mój kot łazęga jakby mniej pchał się na dwór i coraz częściej znajduję go w ciepłym koszyczku na podusi. Wszyscy jesteśmy wygodni. Nawet kot o duszy lwa zdobywcy. Ale zanim pogrążymy się w jesiennej melancholii, chciałabym wrócić jeszcze do wakacyjnych wojaży…

Czy zastanawiałyście się kiedyś nad banalnym powiedzeniem „podróże kształcą”? Czy faktycznie jesteśmy po powrocie znad morza, z gór, spod palm czy piramid o cokolwiek mądrzejsi? Jakie krajobrazy i okoliczności przyrody są potrzebne, by się wykształcić, a jakie temu procesowi nie służą w ogóle? Czy lepiej kształcić się w Hiszpanii, w Mongolii czy na rodzimych Mazurach?

Otóż…Moim zdaniem  „podróże kształcą wykształconych”.
Takich, którym się kształcić chce, którzy czują potrzebę i chęć poznania miejsca którym się znajdują. Którzy z ciekawością kupią książkę, zajrzą do internetu, posłuchają przewodnika, przeczytają tablicę informacyjną. To niby niewiele, ale mam wrażenie, że jest niestety spora grupa polskich turystów, która najbardziej ceni sobie hotelowy basen, all inclusive w bufecie i zdjęcia na facebooku „jesteśmy w Hiszpanii” (tu wpisać dowolne). Niestety często takie osoby wydają ogólne i krzywdzące wyroki na dany kraj, bo akurat w danym miejscu coś było nie tak…(leniwi, brudni, pijani…wpisać dowolne). Smutne? trochę…

Pocieszające jest to, że proces kształcenia (dla tych, którzy się kształcić chcą), nie zależy od miejsca.
Podróże po rodzimych Bieszczadach, Mazurach czy Tatrach, nauczą nas tak samo wiele jak te dalekie, o pół dnia samolotem stąd. Każde miejsce ma swoją historię, ciekawe kątki, typowe jedzenie, ludzi, zwierzęta. Wystarczy szeroko otworzyć oczy i szukać…
Moją fascynacją tegorocznego urlopu są bieszczadzkie cerkwie. W pospiechu pozostawione przez powojennych przesiedleńców, rozgrabione, palone, niszczone przez komunistów, zwykłych złodziejaszków i rzezimieszków, dziś  w większości „przytulone” przez Kościół katolicki, z trudem odbudowywane i łatane… stoją i dają świadectwo siły przetrwania. Jest w nich coś ponadczasowego i ponadreligijnego.  Wielki majestat i energetyczna moc. Piękne miejsca.
Czuję się bardzo wykształcona.
I wam też polecam. Gdziekolwiek jesteście- patrzcie i kształćcie się.

Dodaj komentarz