O wiecznej wędrówce ludów

Historia zatacza koła, kręgi, raz mniejsze, raz większe. Czasami przecina inne kręgi, zatacza nowe…Ale zawsze powraca.
Tak sobie o tym myślę, kiedy patrzę na zdjęcia uchodźców, imigrantów, różnych ludzi, którzy któregoś dnia podejmują decyzję, żeby wstać, wziąć to, co zbyt nie obciąża, zostawić dom, i wyjść, odejść, uciekać…

Wędrówki ludów, kolonizacje innych kontynentów, wojny, przesiedlenia powojenne zawsze łączyły się z migracjami wielkich grup ludzi. Łączyły się też z pożogą, nienawiścią, gwałtem, żalem i tęsknotą. Tych nomadycznych skłonności nikt siłą nie powstrzyma, bo siła jest w samym życiu, w dążeniu człowieka, żeby żyć i życie swoje i najbliższych chronić.
W wymiarze ponad społecznym nie zmienimy faktu, że ludzie kierowani lękiem, frustracją, czy wizją lepszego życia, biorą sprawy w swoje ręce i szukają szczęścia gdzie indziej. Możemy się oburzać, tupać, krzyczeć, stawiać mury i zasieki. Człowiek to istota rozumna, jeśli będzie chciał, ruszy w drogę.

Co zatem robić? Biernie czekać? Przeciwdziałać? Chronić się? Atakować?
Moim zdaniem: myśleć i działać racjonalnie. Nie oburzać się na kręgi historii, a kwiaty i chorągiewki schować na inne okoliczności.

  1. Ludzi, którzy uciekają przed wojną trzeba przyjąć. I kropka. Taka jest nasza kultura i oznaka solidarności międzynarodowej. Skończmy z tą niedorzeczną teorią spiskową dotycząca islamizacji. To histeria zupełnie nie potrzebna. Od ewentualnych burd i rozrób mamy policję i wojsko. Nie jesteśmy bezbronni.
  2. Szybko i skutecznie trzeba stworzyć system. Jak zwykle w sytuacji bałaganu- bałagan trzeba ujarzmić, stworzyć reguły i zasady. Krótkie, proste, ale jednak. I konsekwentnie ich przestrzegać. Nie uciekajmy od tematu w niebezpieczne uogólnienia (wszyscy to terroryści i gwałciciele), miejmy kontrolę, system i dobrą wolę. Kontrola i system to zadanie dla naszego państwa. Dobra wola – to minimum, jakie może okazać społeczeństwo.
  3. I najtrudniejsze…Integracja to proces możliwy, gdy chcą tego obie strony. To obopólny szacunek i zrozumienie. Równe traktowanie. Nie wyrywanie się, że moje jest lepsze, a Ty, gamoniu, nie wiesz…To trochę kompromis, a nawet odrobina poczucia humoru…Integracja udaje się w środowisku pracy, w wspólnym wysiłku, ale też i wspólnym sukcesie.

Czy nas na to stać?

Historia zatacza kręgi. Raz mniejsze, raz większe. Ale ciągle powraca. Któregoś dnia może wciągnąć nas. Jak bardzo wydaje nam się to dziś niemożliwe, któregoś dnia możemy poczuć potrzebę, by wziąć plecak i odejść, wyjść, uciekać.
Jak wtedy poczujemy się wśród obcych?
W dużej mierze zależy to od tego, jak zachowamy się dziś.

Dodaj komentarz