O naturze powiedzeń

Czy zastanawiacie się czasami nad sensem ukrytym w różnego typu utartych powiedzeniach? Takich, które codziennie nam towarzyszą, są gotową odpowiedzią w wielu życiowych sytuacjach? Które zupełnie bezwolnie przekazujemy naszym dzieciom, tak jak nasi rodzice przekazywali je nam?

Kilka takich kręci mi się po głowie i chciałabym uporządkować moje myślenie…Warto przekazywać dalej, czy nie?

1. „Pokorne ciele dwie matki ssie”.  Znacie? Pewnie tak, bo komuż z nas rodzice nie mówili „bądź cicho, rób swoje”, „nie odzywaj się  niepytany”.

Bardzo się zastanawiam, czy warto powtarzać tę „prawdę” mojej córce. Bo nawet jeśli tzw. rzeczywistość przemawia za słusznością tego powiedzenia, to czy chcę, by tak myślała? Czy to nie jest jakaś cholerna hipokryzja, kiedy w myśl tego przysłowia: coś wiem, myślę, ale pokornie schylam głowę, udaję, że faktycznie jest zupełnie inaczej? W imię świętego spokoju, jakichś nieokreślonych zysków, wygody bycia lubianym i przewidywalnym?

Jak długo warto być takim cielęciem? A może jak długo się to opłaca? Co daje taka pokorna pozycja? Na krótką metę jest wygodna, jest  spokój. Może nawet chwilowe poczucie, ze jesteśmy sprytne i mądrzejsze od innych. Z dłuższej perspektywy można totalnie zapomnieć po co tu jesteśmy, czego chcemy. Nie potrafimy wpływać na swój los, bo ciągle udajemy. Konformizm posunięty do obłędu? Nie, dzięki. Zdecydowanie wycofam to powiedzonko z mojego słownika…

2.  „If you can dream it, you can do it”. W dobie globalizacji przypomniało mi się także to  angielskie powiedzonko.

I jeśli mogę się podzielić z Wami moim spostrzeżeniem z życia- to totalny bullshit. Marzenia to coś cudownego. Jasne, ze trzeba je mieć.  Jasne, że bez nich nie ruszymy do przodu, nie będziemy miały pomysłu.  Niestety, od samego marzenia nie dzieje się nic. Absolutnie, totalnie nic. Do realizacji marzeń dochodzimy pracując, robiąc, zaciskając zęby, męcząc się okrutnie. Nie każdego na to stać. To nie marzenia, ale czyny doprowadzają nas do efektów. Więc cóż… powiedzenie może będzie wyglądało ładnie na facebooku, ale z prawdą mija się bardzo.

3. „Co nas nie zabije, to nas wzmocni.” Nie wiem. Mam wrażenie, że nie do końca to prawda.

Kiepskie sytuacje w życiu, takie z gatunku „prawie mnie zabiło”, nie wzmacniają. Może trochę uodparniają, ale częściej powodują bardzo duże osłabienie, wybicie z rytmu i równowagi.  Trzeba dużo czasu, żeby wrócić do pionu. Rzadko podnosimy się tacy sami… Może pancerz staje się bardziej szczelny, ale czy środek jest wzmocniony? Wątpię. To ładne i utarte powiedzenie, ale nie mogę się z nim zgodzić.  Za dużo dowodów przeciw.

No cóż. Podyskutowałam z dogmatami:). Następnym razem obiecuję  powiedzonka, z którymi się zgadzam na 100%.

A Wy macie swoje ulubione teksty, z którymi macie ochotę się rozprawić? Dajcie znaka.

Dodaj komentarz