Grudniowe podsumowanki

Grudzień to miesiąc latania po sklepach. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Ale to dobrze, nic tak nie nakręca gospodarki jak tłumy przy kasach.
Grudzień to także miesiąc podsumowań, przemyśleń, ostatnich rocznych raportów:)...
Chyba warto sobie taki raport zrobić, przemyśleć, co się udało, co nie, w co warto brnąć dalej, a co zwyczajnie odpuścić i zapomnieć.
No więc zrobiłam sobie taki raport na temat Glowhill.pl.
Prowadzę tę stronę od roku (3.12.2013 był debiut). Nie wszystko się udało, jest jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, „w praniu” rzeczywistość okazała się trochę inna, niż myślałam:).
Ale co do dwóch rzeczy jestem w 100% pewna:

  1. Mam grono stałych odbiorców i sympatyków. I dumna jestem z tego bezbrzeżnie.
    Dziękuję Wam za wszystkie dowody sympatii, polecenia innym osobom, miłe słowa, które zawsze padają wtedy, kiedy myślę sobie „na cholerę mi to było”… To działa prawie jak czary…a może telepatia ??
  2. Dzięki Glowhillowi poznałam wielu fantastycznych ludzi, za którymi stoją duże korporacje, ale też całkiem malutkie firmy.

Te ostatnie, małe działalności, szczególnie zapadły mi w pamięć, bo pasja, zaangażowanie i „błysk” w oku, kiedy mówią o swoich produktach, budzi we mnie podziw i szacunek.
Szczególnie myślę tu o moich ostatnich odkryciach:  o dwóch dziewczynach, które tak po prostu w małej wsi Ładzice Drugie tworzą linię profesjonalnych, fantastycznych kosmetyków wegańskich (Zielone Laboratorium, tak, tak) i o Kaśce z Rumii, która wymyśliła własną linię perfum (Inubi, tak, tak), wyszukała francuskich specjalistów, którzy zrealizowali jej pomysł, wyprodukowała flakony, próbki, sekretniki i pomandery… Bez naszych typowych polskich kompleksów, bez marudzenia, że i tak się nie uda, bez wyobrażania sobie, co ludzie pomyślą, powiedzą, zrobią… Działają, realizują swoje marzenie i dobrze im z tym, nawet jeśli –założę się- czasami myślą „na cholerę mi to było”…
To dziewczyny, które nie myślą o piątku w kategoriach „piąteczek, piątunio”, ale którym praca daje faktyczną radość i poczucie spełnienia.

I tak jak sobie teraz piszę, to pomyślałam, jak wielkim szczęściem jest, gdy odnajdziemy to, co daje nam radość i poczucie bycia we właściwym miejscu. Gdy nie musimy prowadzić podwójnej gry życia „w pracy” i „po pracy”, czyli codziennego wstawania po to, żeby zarobić pieniądze i odliczania dni do weekendu, w którym jakoś bardziej możemy być sobą.
„Warto lubić to, co się robi, wtedy przestaje się pracować” i to bez względu na to, czy jest się pracownikiem wielkiej korporacji, czy właścicielem małej firemki.

Życzę Wam na Nowy Rok, żebyście znalazły to swoje właściwe miejsce, żebyście znalazły moc i odwagę szukania i realizowania marzeń. Wbrew kompleksom i marudzeniu.
A jeśli jeszcze nie macie tej odwagi, rozejrzyjcie się wokół. Może trzeba świadomie i na trzeźwo rozważyć, czy to moje życie faktycznie jest takie złe? Czy jeśli świadomie je wybiorę, nie będzie to wystarczający powód, żeby szeroko się uśmiechnąć i wyprostować plecy?

Ściskam, e.

Jedna odpowiedź “Grudniowe podsumowanki

Dodaj komentarz