Dlaczego daję na Owsiaka

Śledzicie czasami dyskusje na Facebooku? Rzadko się zdarzają, to fakt, ale czasami pojawiają się tematy, które powodują, że porzucamy zdjęcia kotów i wygłupy demotywatorów, na rzecz „prawdziwej dyskusji”.

Jednym z ostatnich takich wpisów był artykuł zamieszczony w którymś z raczej bardzo prawicowych pism na temat „Dlaczego nie daję na Owsiaka”. Artykuł był krótki, zawierał sporo różnych argumentów, z którymi trudno- z braku danych- polemizować. Podobno jest jakaś „wypasiona” siedziba, fundacja zagarnia pieniądze, rozlicza raz za szybko, raz za wolno, całe historie na temat…

Padł nawet ciekawy argument, że dawanie pieniędzy na Owsiaka jest kupowaniem sobie czystego sumienia, że niby coś się zrobiło dla innych.  Zastanawiam się, czy autorowi tego spostrzeżenia zależy na tym, żeby 38 mln Polaków Owsiakowi pieniędzy nie dawało i chodziło z mocno obciążonym sumieniem, że niczego dla bliźnich nie uczyniło… Jakaś zbiorowe biczowanie i umartwianie?

Kiedy już wybrzmiał temat Owsiaka, pojawił się artykuł, który mówił o oszczędnościach NFZ na leczeniu wcześniaków. Lekarze biją na alarm, że z obecnych 15 tysięcy na wczesną opiekę neonatologiczną, na dziecko zostaje 1 tys zł… Poza kilkoma postami w stylu ”obrzydliwe”, czy przykładów  własnego zmagania się z NFZ (nie koniecznie z podwórka neonatologii) nie było zbyt wiele komentarzy. Mimo chwytliwego tytułu, pewnie nie wiele osób to przeczytało.

A na koniec jeden z moich znajomych zamieścił post skierowany do wszystkich wielbicieli off-roadu, żeby podpisywali się pod petycją w sprawie anulowania zakazu jazdy dla samochodów off- roadowych na jednym z większych poligonów…Ten zakaz podobno jest nożem w serce każdego prawdziwego off-roadowca… Długo jeszcze powielał ten post, bo jakoś nikogo to nie wzruszyło, mimo, że kierowane było do dość szczególnej i chyba bardzo ze sobą związanej grupy kierowców.

I w sumie pomyślicie sobie, właściwie dlaczego  ja tu o tym wszystkim piszę…

Ano dlatego, ze gdyby pokusić się o diagnozę społeczeństwa i „tematów ważnych” na tych trzech przykładach, można by dojść do raczej smutnych wniosków.

Zdecydowanie najbardziej interesują nas historie z cyklu „a nie mówiłam, że kombinuje”… Uwielbiamy zanurzać się w czyimś życiu i szukać potwierdzenia, że mimo tego, iż nie udało nam się zrobić kariery, nie osiągnęliśmy niczego znaczącego, nie mamy kasy ani pomysłu, to przynajmniej nie kombinujemy i jesteśmy uczciwi… i spokojnie dalej możemy się uspakajać, ze jesteśmy ok., to świat jest zły, niczego w sobie nie musimy zmieniać, dalej możemy oddawać się przyjemności komentowania z loży szyderców.

Z drugiej strony, kiedy trzeba faktycznie „walnąć pięścią w stół”, przynajmniej zabrać głos w dyskusji, powiedzieć „nie chcę, nie podoba mi się”, jakoś towarzystwo się wykrusza… Nawet w rzeczach tak istotnych jak opieka nad naszymi dziećmi, czy miejsce uprawiania off- roadu (dla wielu uczestników fakt ważniejszy niż wszystkie dzieci świata..:)  Zalega cisza.

Naprawdę rozumiem, ze nie każdy musi być działaczem. Nie każdy musi iść na barykady, nie każdy musi zabierać głos i podpisywać petycje.

Ale na miłość Boską, jeśli wśród nas są ludzie, którzy coś robią, którym coś się udało, którzy myślą inaczej, pozwólmy im działać i nie wdawajmy się pochopnie w idiotyczne dyskusje o ich siedzibach, krętactwie i wyrwanych z kontekstu opiniach.

Uwolnijmy tę złą energię do przemyśleń w dobrych, pozytywnych kierunkach:  Czego mogę się nauczyć obserwując takiego człowieka? Co zrobił, że mu się udało? Co mogę powtórzyć w mojej pracy, działaniu, myśleniu? To podstawowe zasady pozytywnego myślenia, jeśli Was to interesuje polecam książkę „Myslenie pytaniami” Marilee Adams.

Bądźmy pozytywne i uczmy się od innych. I dawajmy na Owsiaka. Nikt na świecie nie ma takiej Orkiestry jak on…

Jedna odpowiedź “Dlaczego daję na Owsiaka

Dodaj komentarz